Kibicowska wyprawa, etap kajakowy, dni 1-9

Pierwszy etap wyprawy zaczął się opóźnieniem. Wszystko dlatego, że do naszego kajaku dołączone było tylko jedno wiosło, nie było żadnego kapoka i musieliśmy zorganizować dodatkowy sprzęt, co zajęło nam około półtorej godziny. Początkowa współpraca z bratem, z którym płynąłem, też nie była łatwa, ponieważ trudno było nam się zgrać ze względu na to, że nigdy nie płynęliśmy razem. Dużym ułatwieniem był dla nas nurt rzeki, dzięki czemu udało się nam dotrzeć do Raciborza, przed którym robimy przerwę na obiad. Płyniemy dalej do Koźla, gdzie kończymy pierwszy dzień. W tamtejszej przystani dostajemy fartuch ochronny do kajaka. Następnego dnia wstajemy około piątej rano, żeby wypłynąć w okolicach siódmej. Zaraz za przystanią spotykamy się ze śluzowaniem. Tego dnia zaliczyliśmy łącznie siedem śluz. Do godziny szesnastej kosztuje nas to w zaokrągleniu cztery złote, później cena się podwaja. Dopiero przy ostatniej śluzie w Opolu dowiadujemy się, że możemy korzystać ze zniżki studenckiej, która zbija cenę o połowę. Tego dnia dopływamy do Opola, gdzie czeka na nas telewizja, przyjaciele po szalu, przyjaciele z Izerskiej Grupy Biegowej, czyli Jarek i Barbara, a co najważniejsze, czeka Klaudia, moja dziewczyna. Razem z Basią przygotowały dla nas dużo prowiantu na drogę. Trzeciego dnia dopłynęliśmy do miejscowości Lipki, gdzie zaliczyliśmy dużo, bo aż osiem śluz. To miejsce jest bardzo specyficzne, bo Odra wygląda tam jak jedno, wielkie jezioro, które nie ma nurtu i jest bardzo podatne na wiatr, przez co fale nie zawsze chciały z nami współpracować, bo tego dnia akurat silnie wiało. Zmęczeni walką z wiatrem zatrzymaliśmy sie przy niewielkiej […]

Spotkanie z Amelką
17948319_1293194970749478_1748453512_o

Wczoraj wraz z moim przyjacielem Jakubem odwiedziliśmy bohaterkę kolejnej Kibicowskiej wyprawy – Amelkę. Dziecko ma 17 miesięcy i urodziło się bez gałki ocznej i połowy noska. Z Opola wyruszyłem 12.04 i jechałem do małej miejscowości Buszewo k. Szamotuł Będziemy razem walczyć o nowe oko dla Szkraba!

Problemy na horyzoncie wyprawy…
img_8916

Celem wyprawy jest zbiórka pieniędzy na leczenie Kwacha oraz na nowe oko dla Amelki. Chciałbym zebrać łącznie 40 000 zł, po 20 000 zł dla każdego z potrzebujących. Trasa mierzyć będzie 750 km rzeką i 3 000 km rowerem na Węgry. Potrwa blisko dwa miesiące. Przedsięwzięcie jest spore i wymaga sporo nakładów finansowych, dlatego zwracam się z prośbą o pomoc mi w pomaganiu innym. Poszukuję kontaktów do firm zajmujących się suplementami, ponieważ na trasę wyprawy chciałbym je ze sobą zabrać – to zabezpieczy mnie przed trudami akcji. Potrzebna też jest elektronika tj. powerbaki, karty pamięci itd. Najważniejsze jest jednak wsparcie finansowe projektu – pierwsza i druga wyprawa zakończyła się dla mnie wizytą w banku i kredytem. W tym roku nie mogę sobie na to pozwolić. Jeśli jest tutaj ktoś, kto może w jakiś sposób pomóc mi pomagać, to proszę Was o odzew na mój apel. #kibicowskawyprawa

Kartka z kalendarza wyprawy
img_8916

Trzeciego dnia wyprawy dojechałem do Gorlitz, czyli drugiej, niemieckiej części Zgorzelca. Ciekawostką jest to, że mimo iż obie nazwy dotyczą tego samego miasta, tylko Gorlitz posiada warty zobaczenia rynek. Ta historyczna część miasta jest zdecydowanie bardziej zadbana, zwracająca uwagę. Trochę czasu spędzam na zwiedzaniu i fotografowaniu miasta. W między czasie udaje mi się uruchomić nawigację na terenie Niemiec, dzięki czemu wyjeżdżam z miasta. Powoli kieruję się do miejscowości Senftenberg. Tego dnia do przejechania mam ponad 100 kilometrów. Nie mam zaplanowanego noclegu, więc jadę w ciemno, szukając jakiegoś „bed and breakfast”. Trasa jest dosyć ciężka, nie sprzyja mi pochmurna pogoda, a dodatkowym utrudnieniem są liczne podjazdy, które są bardzo męczące. Po przejechaniu 30 kilometrów zatrzymuję się na stacji benzynowej, przygotowuję mapę, żeby mieć ją pod ręką. Wypiłem kawę, zjadłem śniadanie i ruszyłem w dalszą drogę. Przed samym Senftenbergiem, położonym nad okazałym jeziorem, dowiaduję się, ze nieznajomy mężczyzna, który zauważył na facebooku moją wyprawę, zakupił mi nocleg w hotelu, co nieco mnie uspokoiło. Trasa wiodła przez mniejsze miejscowości, teren bogaty w jeziora, podobny do polskiego Mazowsza. Zza chmur wyszło słońce, nareszcie zrobiło się ciepło. Cieszyła mnie świadomość, że flaga Polski powiewała za moimi plecami. Czułem wtedy dumę, że reprezentuje nie tylko Opole, nie tylko Odrę, ale również Polskę, co widać na pierwszy rzut oka. Hotel położony był nad samym jeziorem Senftenberger See. Jedyny Niemiec, który znał angielski zaprowadził mnie do pokoju i schowaliśmy rower. Na obiad zjadłem pyszne risotto, wypiłem do tego shandy. Tego dnia przejechałem 120 kilometrów. Dodatkowym stresem był dla mnie […]

Kibicowska wyprawa, to nie tylko zabawa. Kibicowska wyprawa to my
IMG_1704

Wielu z Was, zaglądających na facebook’owy profil wyprawy wie o wypadku sprzed wyprawy, który uniemożliwił mi pełne przygotowanie się do wyprawy, a wręcz je zniszczył. Wstrząśnienie mózgu, to uraz, z którego się wychodzi po dwóch tygodniach, ale skręcony kręgosłup szyjny to już nie są przelewki. Przynajmniej tak tłumaczył mi to lekarz. Oczywiście, jak to ja zignorowałem go, w myśl idei – pomocy dzieciom. Brak pełnego przygotowania odbił się na formie, łatwo przeciążyłem nogę, pod samą Wittenbergą – następne dni pogłębiły uraz i doprowadziły do zapalenia ścięgna Achillesa. Ten rodzaj kontuzji należy przeleżeć, minimum dwa tygodnie. Tak mówił fizjoterapeuta, którego oczywiście nie posłuchałem w myśl idei. Kiedy zbierałem się do wyjazdu z Niemiec, będąc w okolicach Bielefeldu zaatakowali mnie imigranto-podobni, o czym mogliście przeczytać w poście „Atak matek z dziećmi”. W poście tym przeczytaliście jak sobie z nimi poradziłem i o tym, jakie konsekwencje zdrowotne niosło ze sobą spotkanie z inną kulturą.  Post ten zobaczyło aż 50 000 osób. Wiesz, jakie miało to przełożenie na wpłaty dla dzieci? Żadne. W moim przypadku Achilles ucierpiał jeszcze bardziej. To straszne, bo od ponad tysiąca kilometrów jadę z urazem. Chcąc odciążyć chorą nogę uszkodziłem drugą – naderwany mięsień piszczelowy przedni. Jeśli dobrnąłeś tak daleko, zachęcę Cię, bo zmierzam do puenty i nie jest nią żalenie się na pecha jaki mnie prześladuje. Dzieje się tak, bo pojechałem, mimo zakazom lekarza, fizjoterapeuty i zdrowego rozsądku pojechałem bo uwierzyłem nie w siebie, a Ciebie. Dasz mi jeszcze chwilę? Pozwól że Ci to wyjaśnię. Kibicowska wyprawa co roku […]

10 dni w trasie.
13724059_719562458182594_2033612023886639657_o

Dziś 11 dzień wyprawy, który wykorzystuję na odpoczynek i smarowanie zbolałego Achillesa. Post ten nie będzie opisem, a moimi własnymi przemyśleniami. Pomijając aspekty pogodowe taka trasa, to ciekawa przygoda. Zróżnicowanie terenowe, inna kultura na drogach, ale i poza nimi (nie zawsze na plus dla zachodu) pozwalają liznąć nieco innego świata, ale co za tym idzie zdobyć kolejne doświadczenia. Niemcy, w przeciwieństwie do Polaków bardzo uważają na rowerzystów i wynika to nie tyle z szacunku, co z silnych kar i mandatów. Nieraz zdarzyło się, że nie korzystałem ze ścieżki rowerowej biegnącej obok drogi, gdyż jej jakość pozostawiała wiele do życzenia, mimo to niemieccy kierowcy jechali za mną i nie użyli sygnałów dźwiękowych. Jak skończyło by się to w Polsce? Większość z nas wie. Mamy swój temperament i bardzo dobrze, bo kiedy zostałem zaatakowany przez hm… imigranto-podobnych (czy to dobre słowo?) brakowało mi obecności Krajan. Niemcy zamiast pomóc zaryglowali za sobą drzwi, a mnie zostawili samego patrząc przez okna, jak sytuacja się rozwinie. Wiem, że w Polsce taka sytuacja nie miałaby miejsca. W końcu  nasza narodowa duma, nasza determinacja i chęć utarcia innym nosa, nawet dla zasady wzięłaby górę. Tutaj, byłem zdany sam na siebie, ale myślę, że egzamin ten zdałem dobrze. Atakujący nie zbliżyli się do mnie nawet na 10 metrów, zostali zaskoczeni lecącą w ich kierunku racą morską, nie straciłem Flagi, ani sprzętu, żyję. Choć po tej sytuacji silniej pobolewa mnie Achilles wierzę, że dzisiejszy dzień odpoczynku w Holandii da mi możliwość regeneracji. Co przyniesie jutro poza Belgią? Nie wiem. […]

Follow by Email
Facebook
Twitter
YouTube
Instagram